IGNITE (USA)
support: Good Old Days
10.04 20:00 BLUE NOTE Poznań
bilety:30 (przedsprzedaż) pln, 35 (w dniu koncertu) pln
sprzedaż: Ticketpro, Eventime, CIM, RockLongLuck, Acid Shop
media patronat: radio Afera, Aktivist, Independent.pl, Hard-Core.pl
Ignite powstał w 1993 roku i planowany był od początku jako melodyjna odpowiedź na popularny podówczas trend do metalizowania się sceny hardcore. Melodyjny hardcore - to było coś, co chcieli grać. pod tym względem od tego czasu niewiele się zmieniło - Ignite, pomimo zmian składu, pozostał wierny swojej koncepcji muzyki hardcore. Ważnym ogniwem tego pomysłu na muzykę, jest osoba wokalisty - Zoli Teglas, który dołączył do reszty w 1994 roku, dysponuje potężnym głosem i ogromnym potencjałem wokalnym, co czyni go jednym z największych wokalistów amerykańskiego hardcore (choć jest nabytkiem importowanym - ma pochodzenie węgierskie). Członkowie Ignite przywiązują ogromną wagę do kwestii społeczno-politycznych. Wypowiadają się na te tematy w tekstach swoich piosenek, ale też sami wspierają finansowo różne organizacje społeczne i ekologiczne, jak szereg organizacji humanitarnych, Sea Shephard Society, West End Cultural Centre, Earth First and The Pacific Wildlife Foundation.
Szkielet tej muzyki stanowi sekcja rytmiczna. Nie znajdziemy tu specjalnie skomplikowanych zagrywek perkusji i basu, lecz praca tych instrumentów dowodzi, że muzycy Ignite grają nie od dziś i może nawet otarli się o szkołę muzyczną. Partie tych instrumentów są dość oszczędne, ale za to trafiające dokładnie tam, gdzie są potrzebne. Nie ma zbędnych zagrywek, gęstych przejść czy skomplikowanych basowych pochodów. Ignite znany jest ze swojej niesamowitej prezencji scenicznej, więc możemy spodziewać się na pewno po nich dobrego show. Zoli Teglas - Vocals
Brett Rasmussen - Bass
Brian Balchack - Guitar
Nik Hill - Guitar
Craig Anderson - Drums Recenzja : Ignite „Our Darkest Days" autor: Krzywy - independent.pl
Nie do końca wiem, jak tam ze znajomością dokonań Ignite wśród polskich fanów, ale już na wstępie muszę zaznaczyć, że błąd popełnia ten, kto ignoruje nagrania tego, istniejącego już od dwunastu lat, zespołu. Jedno jest pewne: Ignite nie okupują szczytów list przebojów. I dziwi mnie to. Kwintet wyrasta wprawdzie z punkowego korzenia, ale „Our Darkest Days" to materiał o tak cholernie przebojowym potencjale, że wytwórnie - w Europie Century Media, a za Wielką Wodą Abacus Recordings - powinny całować muzyków po rękach za dostarczenie kopalni singli. Wspomniałem o punku... Przy okazji klasyfikacji dokonań Ignite strzał w przegródkę z napisem pop punk nie byłby chyba najbardziej chybionym. Zaznaczam, że w tym wypadku ma to być komplement, a nie epitet. Zespół pochodzi zresztą z hrabstwa Orange County, które dało światu - może dzięki promieniom kalifornijskiego słońca? - kilku klasyków takiego właśnie grania. Recepta Ignite na muzykę jest zaskakująco... powszednia: gitary umiarkowanie czadują, sekcja rytmiczna w większości utworów rozpędza się do temp dalekich od ślamazarnych, a nad wszystkim tym góruje prześwietny śpiew Zoli Teglasa. Wokalisty o wspaniałej barwie głosu. Muzyka obdarzonego darem wymyślania zabójczo chwytliwych melodii. Moim zdaniem głównego sprawcy sukcesu Ignite. „Our Darkest Days" słucha się jednym tchem, a numery (nierzadko krótsze od dwóch minut) w rodzaju „Bleeding", „Fear Is Our Tradition", „Poverty For All", czy „Strength" to najprawdziwsze perły. Album przynosi muzykę ultra przebojową, łatwo przyswajalną, energiczną. Świetną. Wiśnie na tym torcie są dwie: jedną wyborne opracowanie „Sunday Bloody Sunday" z repertuaru U2, a drugą - akustyczne „Live For Better Days", które w drugiej części przestaje być akustyczne, a zaczyna kojarzyć mi się z twórczością zespołu Orphaned Land, chociaż jestem prawie pewien, że członkowie Ignite tej kapeli nie znają, a zbieżność jest przypadkowa. Teglasa trzeba pochwalić jeszcze za to, że melodyjne piosenki służą mu do żarliwego wyśpiewywania zaangażowanych społecznie tekstów, a nie, na przykład, dylematów wyboru między frytkami a hamburgerem. Brawo. Tym większe, że zbrutalizowanych załóg hardcore'owych z przesłaniem często słucha się, jak mi się wydaje, jakby mimo muzyki, a przez wzgląd na przesłanie, podczas gdy taki Ignite dzięki swej komunikatywności i o wiele większej skali oddziaływania rzeczywiście ma szansę sprawić, że jeden z drugim podrapie się po główce i przemyśli to i owo.


